Od Sławy do Miłości
sobota, 29 grudnia 2012
Rozdział I
Po upływie dziesięciu minut, dojechałam pod wysoki szary budynek. Z niewielkiego schowka, wyjęłam okulary przeciwsłoneczne, dzięki którym paparazzi mnie nie zauważą. Wyszłam pośpiesznie z auta i skierowałam się do głownego wejścia. Kiedy przekroczyłam próg, prawie zderzyłam się z Johnem.
- Mellanie! Jesteś wreszcie!- Krzyknął i niemalże od razu pociągnął mnie za nadgarstek i pognał do białych drzwi z napisem "Garderoba".
- Okey, mam sukienkę, którą specjalnie dla Ciebie zaprojektowałem.- Powiedział i przez chwilę grzebał w szafie w poszukiwaniu zdobyczy. Wyjął wtedy Zieloną, zwiewną sukienkę do kolan. Gdzie, niegdzie była pokryta szafirami... Zdawało się, że błyszczała, nawet w pomieszczeniu, w którym okna były by zasłonięte.
- Jej... John.. Jak ty to zrobiłeś?- Zapytałam, dotykając niezwykle miękkiego materiału.
- Cóż, ma się ten talent...- Usmiechnął się.
Wtem przypomniało mi się pytanie, które dręczyło mnie od jego telefonu:
- Dlaczego to wszystko robisz?-Spojrzał na mnie- Co dziś jest takiego ważnego, że zaprojektowałeś tak wspaniałą suknię i kazałeś mi się spieszyć?
- Posłuchaj, Mellanie.- Przerwał mi.- Dowiesz się wszystkiego jak tylko włożysz to cudo- wskazał na sukienkę- i uczeszesz się. Gdy to wszystko wykonasz, przyjdź do sali nr.4, czarne drzwi po lewej stronie od garderoby. Nie mogę Ci nic więcej powiedzieć, ale gwarantuję, że będziesz zachwycona.
Po tych słowach wyszedł.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zerknęłam na mój wizerunek w lustrze.
Zdjęłam moje zwykłe ubranie i założyłam na siebie szmaragdową sukienkę. Wtedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi i moim oczom, ukazała się szatynka z radosnym uśmiechem na ustach.
- Mia!- Wrzasnęłam i niezważając na to, że miałam włosy w nieładzie, pobiegłam przytulić się do przyjaciółki.
Z Mią znałyśmy się od kiedy sięgam pamięcią... Była moją najlepszą przyjaciółką i choć tak się różniłyśmy, kochałyśmy się jak siostry: Ona sarkastyczna, zawsze twarda i opanowana, szczera do bólu. Ja: Żartobliwa, i nieogarnięta... Byłyśmy tak różne, a dnia chociaż bez gadania przez telefon nie wytrzymałybyśmy.
Tak naprawdę, nie miała na imię Mia, tylko Mirabella, ale obydwie uznałyśmy, że to za długie imię i powstało to krótkie przezwisko.
Gdy tylko przytuliłam Mię, odwzajemniła uścisk, ale powiedziała:
- Dobra, już, bo coś się stanie twojej sukience. A przecież nie chciałabyś, by John był wśiekły, bo np. rozdarłaś jego dzieło sztuki.- Jak zwykle, dało się usłyszeć ironię w jej głosie.
- Tak się cieszę, że Cię widzę!- Krzyknęłam.- Przyleciałaś z Los Angeles! Aż do Londynu!
Uśmiechnęła się i posadziła mnie na krzesło naprzeciw toaletki.
- Mell.- Zaczęła.- Musiałam przylecieć, jesteś moją przyjaciółką i stęskniłam się.. A poza tym, od kiedy zaczęłaś karierę w Londynie w ogóle się nie widziałyśmy.
- A jak to zrobiłaś, że przyleciałaś? Wiesz ile kosztuje wejście do takiego budynku jak ten?!
- No i właśnie do tego zmierzam... Twój menager wiedział, że się przyjaźnimy i wpadł na pomysł, żeby uczynić ze mnie twoją makijażystkę. Tak więc, zgodziłam się i jestem tu byś jakoś się prezentowała.
Wzięła do ręki pędzelek i zanurzyła w pudrze o kolorze ciemniejszej karnacji, niż miałam naturalną.
- Jej, tak się cieszę!- Zawołałam.- pamiętasz nasze marzenie?
- A które konkretnie?- Zerknęła na lustro, w którym mogła dokładnie widzieć moją minę.
- No, o One Direction. Dwa lata temu.nasze postanowienie, pamiętasz?
- Oczywiście, że tak! Przecież nadal tego chcę! Kocham 1D i fajnie by było ich poznać. Tylko w gazetach nie pisali nic o nich i o tobie razem... Nie poznałaś ich jeszcze?- Zapytała
- Nie... niestety... Ale mam nadzieję,że się to zmieni.
*
Dwadzieścia minut później wyszłam z garderoby umalowana, uczesana i ubrana w nową stylizację Johna. Wyglądałam naprawdę ładnie. Szłam koło Mii i spytałam jej:
- Ty wiesz, po co John to wszystko uszykował?- Spojrzała na mnie.- No, mam na myśli sukienkę i to bym tak szybko dotarła?
Pokręciła przecząco głową.
- Nie mam zielonego pojęcia.. Ale był bardzo podekscytowany, więc to musi być ważna sprawa.
Kiwnęłam głową, otworzyłam drzwi i weszłam do pomieszczenia.
Ku mojemu zdziwieniu ukazało się ono całe białe z czerwonymi sofami.
Stał tam John, jakiś facet, który był zapewne prowadzącym wywiadu i... Pięciu chłopaków,których bardzo dobrze kojarzyłam!
Prubowałam być opanowana, zachować spokój. Lecz Mii się to nie udało... Pisnęła z zachwytu:
- To One DIrection!!! Mellanie, to Oni, nasze marzenie się spełniło!
Zdziwiła mnie bardzo jej reakcja, bo zawsze opanowana Mia zaczęła skakać z radości.
Po chwili jednak wzięła się w garść i powiedziała krótkie "hej" na co odpowiadali tym samym.
Przywitali się też ze mną, a ja posłałam John'owi pytające spojrzenie. Po co Oni tu są? Po co ja też tu jestem?
- pewnie wasza szóstka...- Zaczął John, ale pod surowym wzrokiem Mii poprawił się- Siódemka.. nie wie o co chodzi... Otóż już wyjaśniam. Break,Paul-wskzał na reportera, a potem na menagera One Direction- i ja, mamy pewien pomysł... Chcielibyśmy przedstawić wam propozycję, na która i tak musicie się zgodzić- Zaśmiał się.
Spojrzałam na chłopaków. Nie znałam ich. No może tylko z gazet i internetu, ale nie na żywo... Nie wiedziałam dlaczego to musi być tak ważne.
- Słuchajcie chłopaki... Ta dziewczyna- Pokazał na mnie- Zaczyna karierę i już ludzie ją uwielbiają. Natomiast Wy, jesteście obiektem westchnień chyba wszystkich dziewczyn...
- Dlatego wpadliśmy na pomysł czy może by tak nie połączyć jakoś tego w jedność...
- Co masz na myśli?- Zapytał Zayn Malik, który spojrzał na Harrego, ten na Nialla,Niall na Liama, Liam na Louisa a on na mnie.
- Jeden z was będzie udawał chłopaka Mellanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)